You are currently viewing Ks. Kazimierz Góral – wspomnienia

Ks. Kazimierz Góral – wspomnienia

  • Post published:19 września 2026
  • Post category:Aktualności

W tym roku, 17 września, minęła 1 rocznica śmierci ks. prałata Kazimierza Górala, kapłana pochodzącego z naszej parafii. Po jego śmierci ukazały się artykuły opisujące jego wieloletnią posługę kapłańską, wymieniające parafie w których pracował, pełnione urzędy i sprawowane funkcje. Te oficjalne wiadomości o jego życiu i pracy nie zawierały bardzo ważnej informacji – jakim człowiekiem był ks. Kazimierz Góral, jak zapisał się w ludzkiej pamięci. Dla wielu mieszkańców parafii Cerekiew był nie tylko kapłanem, był również członkiem rodziny, sąsiadem, kolegą, parafianinem…. Rok po jego odejściu do domu Ojca oddajemy głos tym, którzy go znali i zechcieli się podzielić swoimi wspomnieniami.

  • Nazywaliśmy Go ksiądz Kaziu, bo tak mówili wszyscy, którzy znali go jako małego chłopca.
  • Dom rodzinny, kościół, Cerekiew, parafia, znajomi, przyroda wokół domu … to było to do czego tak chętnie i często wracał. Rodzina była dla niego najważniejsza. Gdy jeszcze żyli jego rodzice miał dla nich ogromny szacunek. Kiedy zmarli wspomnienia o nich były dla niego bardzo ważne. Rzeczy, które po nich pozostały traktował niemal jak relikwie.
  • Czasów wojny nie pamiętał, był zbyt mały (ur. 5 lutego 1942 r.) Wspominał, że utkwił mu w pamięci tylko jeden epizod: gdy Niemcy już uciekali z Polski rodzina miała przygotowane schronienie w piwnicy. Był tam człowiek, który się ukrywał, podobno uciekinier z Powstania Warszawskiego. Wszyscy zgromadzeni w piwnicy płakali więc Kaziu też, bo myślał, że boją się tego człowieka gdyż jest obcy.
  • Wychowywaliśmy się w jednej wsi i zawsze było wiadomo, że Kaziu będzie księdzem. W dzieciństwie robił ołtarzyki i bawił się w odprawianie mszy.
  • W szkole podstawowej w Cerekwi, w jednej klasie, było nas tylko kilkoro. Kaziu był spokojnym i pilnym uczniem, nigdy nie broił i nie dokuczał innym. Szkoła w Cerekwi była 6 klasowa. Do siódmej klasy poszedł do szkoły w Uściu Solnym. Codziennie musiał pokonać piechotą 5 km w jedną stronę, bez względu na porę roku. Chodziliśmy całą grupą po wale Raby.
  • Ks. Kazimierz Góral był zawsze grzeczny i uśmiechnięty, łagodny charakter odziedziczył po mamie.
  • Lubiłam rozmowy z księdzem Kaziem (tak nazywano go w mojej rodzinie). Gdy opowiadał o swojej młodości i okresie nauki w bocheńskim Liceum Ogólnokształcącym ze szczególnym sentymentem wspominał swoją polonistkę prof. Wiesławę Kotową. Twierdził, że dzięki niej nie wyrzucono go ze szkoły gdy dyrektor zobaczył na jego szyi medalik. Były to czasy gdy władza ludowa zwalczała wszelkie oznaki religijności. Mieszkał wtedy w Bursie, gdzie jako wychowawcy pracowali profesorowie Stanisław Fischer i Piotr Galas – to oni rozbudzili w nim zainteresowanie historią regionalną, fotografią i sztuką. Liceum ukończył w 1959 r.
  • Gdy został kapłanem często przyjeżdżał do rodzinnego domu. Można go było wówczas zobaczyć nie tylko w kościele i na modlitwie ale również jak pomaga przy żniwach, suszeniu siana czy w innych pracach polowych.
  • Kiedyś opowiadał o okresie gdy był sekretarzem ks. bpa Jerzego Ablewicza, wówczas spotykał się z wieloma biskupami m. in. z Karolem Wojtyłą, często jeździł do Rzymu, uczestniczył w ważnych wydarzeniach, podróżował po świecie…. Opowiadanie zakończył refleksją, że idąc do seminarium myślał o pracy w małej, spokojnej, wiejskiej parafii. O głoszeniu słowa Bożego prostym ludziom. Nigdy nie sądził, że spotkają go takie zaszczyty.
  • Cieszyliśmy się gdy przyjeżdżał do rodzinnej parafii, nazywaliśmy go „nasz ksiądz”, ludzie go bardzo lubili.
  • Ks. Kazimierz był gorliwym czcicielem Maryi. Ten kult przez całe swoje życie kapłańskie przenosił do naszej parafii. To on ufundował do kościoła ikonę Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i rozpoczął nowennę, postarał się o odnowienie zabytkowego obrazu Matki Boskiej Śnieżnej, był pomysłodawcą stworzenia, na miejscu po rozebranym drewnianym kościele, placu różańcowego i ufundował figury do kapliczek. Często mówił kazania o Matce Bożej.
  • Był niezwykle skromnym człowiekiem i kapłanem. Gdy ukazała się jego książka „Maryjnym szlakiem” i przygotowywano jej promocję w bocheńskiej bibliotece na pytanie jakie tytuły lub funkcje należy umieścić na zaproszeniu (a pełnił ich wówczas sporo) odpowiedział: „Proszę napisać ksiądz, po prostu ksiądz”. Spotkanie promocyjne, na którym byli i przedstawiciele Cerekwi, rozpoczął od słów: „Jestem księdzem i będę mówił jak ksiądz…”
  • Bardzo lubił kwiaty. Ze swoich podróży do Włoch przywoził sadzonki m.in. oleandrów, które później przez długie lata zdobiły kościół w Cerekwi.
  • Po upadku komuny, gdy granice naszego państwa otwarto, organizował pielgrzymki do Włoch. Przygotowywał ich trasę, program, pełnił też rolę przewodnika. Robił to świetnie, między innymi dzięki znajomość języka włoskiego.
  • W języku włoskim udzielił ślubu jednej z parafianek w kościele w Cerekwi.
  • Był osobą wrażliwą na sztukę, niezwykłym estetą. Dostrzegał piękno, dbał o każdy szczegół. Gdy ufundował konserwację i oprawę dwóch pięknych zabytkowych obrazów w kościele w Cerekwi: Matki Boskiej Bolesnej i Chrystusa Biczowanego starannie przemyślał ich późniejsze wyeksponowanie; zaprojektował i zamówił dwa stojaki przy filarach, nawiązujące formą i zdobieniami do sąsiadujących z nimi ołtarzy.
  • Ksiądz prałat Kazimierz Góral pozostanie w mojej pamięci jako wzór człowieka i kapłana. Człowiek mądry, uczciwy, dobry. Życzliwy i serdeczny. Obdarzony szczerym, ciepłym uśmiechem. Kapłan skromny, wierny, sumienny. Oddany Bogu i ludziom.
  • Bardzo lubił spacery wśród pól z różańcem w ręce lub aparatem fotograficznym. Robił zdjęcia kwiatom, ptakom. Ale był też domatorem, lubił ciszę i spokój. Wtedy modlił się, czytał i oczywiście pisał. Swoim książkom poświęcał dużo czasu. Światło w jego pokoju paliło się do późnych godzin. Wszystkie święta, gdy tylko mógł, spędzał w Cerekwi. Nowy Rok zawsze witał spacerując wokół domu, patrzył jak świat szaleje.
  • Lubił opowiadać o swoich przygodach w seminarium i w czasie swoich podróży po Polsce, Europie, kościołach, sanktuariach…. Opisywał te miejsca w książkach. Opowiadał nieraz o historii rodzinnej miejscowości, o której ludzie na wsi nie mieli pojęcia. Od niego dowiedziałam się o dworze w Cerekwi, ludziach tu mieszkających, o historii parafii, kościoła…. Opowiadał mi między innymi skąd pochodzi nazwa Bajdów. Od człowieka, który podczas rabacji galicyjskiej ukrył dziedzica z Wrzępi. W zamian za to dostał pole koło Gróbki a ponieważ nazywał się Bajda, więc jego posiadłość zwie się Bajdów.
  • Interesował się losami ludzi, których znał jako dziecko. Kiedy wracał z kościoła, zawsze w towarzystwie, nieraz bardzo długo stał przed domem z kobietami idącymi z sumy. Pytał je o rodziny, jak żyją, o ich choroby, nieszczęścia…. Myślę, że nie raz musiano mu rosół odgrzewać.
  • Będąc w szpitalu w Tarnowie spotkałam ludzi z Pleśnej, gdzie Ksiądz był kiedyś na parafii. Gdy usłyszeli „Cerekiew” zaraz pytali o księdza Górala. Dużo ciepłych słów usłyszałam od nich o nim. Podarowali mi nawet rzeźbę Jezusa frasobliwego na pamiątkę.
  • Kiedy uczył w Seminarium Duchownym nieraz przyjeżdżał do domu z klerykami: przyjeżdżał autobus pełny kleryków, był poczęstunek, gitara i śpiewy.
  • Ks. Góral miał poczucie humoru, kiedyś opowiedział taką historię: Mama robiła ser, włożyła woreczek do wyciśnięcia do prasków i postawiła je przed domem. Było już ciemno kiedy wyszła przed dom, patrzy a praski chodzą same po podwórku. Zapalili światło i okazało się, że to pies ciągnie praski za zwisający koniec woreczka.
  • Lubił wycieczki, był wspaniałym przewodnikiem. Byliśmy z nim w październiku na wycieczce w Zakopanem. Mgła, siąpi deszcz, nic nie widać. Siąść i płakać – ale nie z księdzem Kaziem. Pokazał nam całe Zakopane, zwiedziliśmy Sanktuarium NB Fatimskiej, Sanktuarium Najświętszej Rodziny, Kaplicę Najświętszego Serca Pana Jezusa i cmentarz zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Gór wprawdzie nie widzieliśmy ale wycieczka była super. Chyba od żadnego przewodnika nie dowiedzielibyśmy się tyle co od Księdza.
  • Aparat fotograficzny, wówczas trudno dostępne urządzenie, był nieodłącznym towarzyszem jego wędrówek tych dalekich i tych bliskich. Robił piękne zdjęcia. Przygotowywał z nich prezentacje, niekiedy z muzyką i komentarzem, i pokazywał przy różnych okazjach: ministrantom na zbiórkach, klerykom, podczas spotkań rodzinnych.
  • Bardzo lubiłam gdy ks. Kazimierz przyjeżdżał do Cerekwi i odprawiał nabożeństwa. Robił to tak, że uczestnictwo w nich było zawsze ogromnym przeżyciem. Jego kazania przykuwały uwagę swoją wnikliwością i mądrością, często wzruszały. Mówił je zawsze z pamięci, nie korzystał z notatek. Były po prostu z serca.

Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli podzielić się swoimi wspomnieniami o ks. Kazimierzu Góralu oraz udostępnili zdjęcia.